Co jest gorsze od harlequina?

20:07:00

Źródło
Słaby harlequin. Trafiłam na taki dzięki uprzejmości Marty z bloga All You Need Is Book, która niedawno opisała swoje wrażenia po przeczytaniu Układu doskonałego autorstwa Jennifer Probst. Tak mnie zaintrygowała jej mało pochlebna recenzja, że z miejsca sięgnęłam po tę książkę. I co? I muszę przyznać, że Marta bardzo delikatnie oceniła to czytadło.
Na początku chciałabym zaznaczyć, że naprawdę nie mam nic przeciwko harlequinom. Wręcz przeciwnie - czasem lubię wsunąć jeden lub dwa z okazji jakiegoś deszczowego wieczoru. Książka to książka. Jednak Układ doskonały przebija wszystkie znane mi do tej pory romansidła. Słowo daję, że po skończeniu czytania padłam na twarz i do tej pory nie mogę się podnieść.
Aleksa potrzebuje 150 tysięcy dolarów na spłatę hipoteki swojego rodzinnego domu, szumnie nazwanego Tarą (!!), a bogaty Nick Ryan, brat jej najlepszej przyjaciółki, nie może odziedziczyć firmy po swoim wuju, jeśli szybko się nie ożeni. Jedno drugiemu, jak to mówią, spada z nieba. Zaczyna się wzajemne przyciąganie, prąd na linii ona-on łapie klasyczne 220 voltów, a całość ubarwiona jest wtrąceniami w stylu „rzygać” i „kibel”. Serio. Przypuszczam, że celem opisania mało romantycznych szczegółów miało być urzeczywistnienie historii, ale to się nie do końca udało - delikatnie rzecz ujmując. Harlequin to harlequin, nie ma potrzeby tuningowania go, przynajmniej w moim mniemaniu. Pomyślcie tylko, ona wzdycha i mdleje, on prawie wybucha (dosłownie) i nagle któreś zauważa, że przygarnięty z schroniska pies zwymiotował na środku salonu.
Układ doskonały wypada słabo na tle wszystkich książek jakie ostatnimi czasy wpadły w moje ręce. Wypada słabo nawet w porównaniu do znanych mi harlequinów, a to spory wyczyn. Ta książka odniosła sukces w Stanach, autorka stała się dość popularna i, o zgrozo, zaczęła tworzyć dalsze części ze znajomymi głównych bohaterów w roli głównej. Małżeńska pułapka już pojawiła się na naszym rynku, a Gra o miłość uczyni to za chwilę. Nie byłabym sobą, gdybym nie sięgnęła po obie pozycje. Jedną już mam i na pewno wkrótce dam wam znać co o niej myślę… jeśli w ogóle jakieś przemyślenia na jej temat przyjdą mi do głowy. Na razie zachwycam się botkami z krokodylej skóry, które są w posiadaniu męskiej połowy duetu. Sądzę, że wiele jeszcze mogę znieść, skoro nadal nie wyrzuciłam tej książki przez okno. Moja wytrzymałość i zamiłowanie do katowania się słabymi czytadłami zaczyna mnie bawić.
Układu doskonałego nie polecam nikomu, nawet fankom gatunku. To dno. D-N-O! Ale jeśli macie taki przekorny charakter jak ja i wszystko chcecie sprawdzić na własnej skórze, proszę bardzo. Enjoy. Czyta się szybko, łatwo, przyjemnie, zabawnie i z brwiami, które wskutek kompletnego zdumienia poziomem tej lektury, znajdują się  gdzieś w okolicy czoła.

Jennifer Probst
Układ doskonały
Akapit Press
2013

Możesz przeczytać też:

10 komentarze

  1. Niby książka kiepska, ale recenzja wspaniała! Tak zabawnie napisanej opinii o książce już dawno nie czytałam :D Czułam się, jakbym słyszała Twój zbulwersowany głos (którego oczywiście nie znam, ale i tak w mojej głowie brzmiał przekonująco).

    OdpowiedzUsuń
  2. Po prostu masochistką jesteś:) Rozkoszujesz się tym, jak zła jest ta książka:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wierze, że to pisze... Ale sama chciałabym się przekonać co to za książka. Z twojej recenzji, widzę, że jest beznadziejna. A jednak myślę, że to doskonała książka na poprawę humoru ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dałaś czadu, recenzja podobała mi się, ale oczywiście odpuszczę sobie książkę - nie dla mnie, choć jak sama piszesz lubię sobie zapodać od czasu do czasu jakiś typowy romansik :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie bardzo rozumiem sięganie po książkę tylko dlatego, że ktoś ją skrytykował, ale okeeej, tak też można. Według mnie trochę ostro ją oceniłaś. Nie wiem, może to kwestia tłumaczenia (czytałam ją po angielsku) i tego, że już trochę czasu (prawie dokładnie rok) minęło odkąd ją przeczytałam, ale z tego co pamiętam i z mojej notki przy tytule na Goodreads, to nie była aż tak zła. Dobra też nie była, ale taka o, po prostu, do przeczytania i zapomnienia. Mi osobiście najbardziej nie spodobała się końcowa scena, to wielkie pogodzenie się, jeśli takie w romansie występuje i jest publiczne, to musi być naprawdę perfekcyjne żeby mnie nie zniesmaczyło, nie mówiąc już o podobaniu się ;)

    Ale jeśli ta książka miałaby powodować ruch czegokolwiek w moim ciele, to nie byłoby to uniesienie brwi, ale wzruszenie ramionami. Bo na pytanie jak ona mi się podobała, odpowiedziałabym - o tak o, wzruszając przy tym ramionami.

    A co do sukcesu w Stanach to wiesz, na Goodreads może i ma ponad 40 000 ocen, ale średnia 3,79 to wcale nie jest tak dużo. Wytłumaczenia jednak popularności trzeba szukać tam, gdzie i dla Zmierzchu, i dla 50 twarzy Greya ;) z tym plusem dla Probst, że jej warsztat jest o niebo lepszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, a od harlequina jest mnóstwo innych gorszych rzeczy ;)

      Usuń
    2. Tak jak napisałam, nie mam nic przeciwko harlequinom :) Ten po prostu mi się wybitnie nie podobał, stąd taka a nie inna opinia. Z tych brwi to się nawet cieszę, wzruszenie ramionami oznacza u mnie obojętność, a ja tę książkę zapamiętam na jakiś czas na pewno. Wolę książki, które mi się nie podobały niż te, które były mi kompletnie obojętne :)

      Usuń
  6. Cieszę się, że mogłam być dla Ciebie inspiracją! :) sprawę z Tarą przemilczałam i usunęłam z pamięci, bo to jawna profanacja! Cieszę się, że przeczytasz drugą część, bo ja już nie będę musiała :p

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie Tara? Raczej będę tę książkę omijać z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak na razie nie mam czasu na takie badziewia.

    OdpowiedzUsuń