Moja ulubiona książka

18:58:00

Post bierze udział w konkursie organizowanym przez CupoNation.pl oraz kreatywa.net

Moje czytelnicze życie, tak jak historia świata, dzieli się na dwa etapy - obecną erę i to co było przed nią. 

"Przed" trwało dość długo, bo do końca ubiegłego roku. Kwitły kwiatki, padał śnieg, żar lał się z nieba, zacinało deszczem i wiatrem, a ja żyłam w nieświadomości. Czytałam dużo i różnorako, bo nudy nie znosiłam. Zachwycałam się Harry'm Potterem i Władcą Pierścieni, przebrnęłam przez przygody Bridget Jones i odrobinę klasyki takiej jak Duma i uprzedzenie czy Wichrowe Wzgórza. Zakochałam się w Jeżycjadzie, a jeszcze wcześniej w Dzieciach z Bullerbyn. Rzucałam się na biografie piłkarzy, trenerów i całej reszty sportowej gawiedzi. Romansowałam z kryminałami, nie stroniłam nawet od harlequinów, które moja mama czasem pożyczała od sąsiadki, emerytowanej nauczycielki matematyki. W spokoju zostawiałam jedynie tomiki poezji i książki kucharskie, bo ani jednego ani drugiego nie rozumiałam i, będąc szczerą, do dziś nie rozumiem. 

Na fundamentalne, szablonowe pytanie o ulubioną książkę nie miałam odpowiedzi. I to był problem, bo zadawano je często: w różnych "Złotych Myślach" w podstawówce, w ankietach, na profilach itd. Bez mrugnięcia okiem mogłam wyrecytować listę swoich ulubionych filmów i wybrać z nich jeden wyjątkowy, większego problemu nie miałam też z muzyką. Sytuacja z literaturą bolała mnie tym bardziej, że lubiłam i nadal lubię nazywać siebie molem książkowym. A jaki mól książkowy nie zna odpowiedzi na pytanie o swoją ulubioną lekturę? Wydawało mi się, że żaden.


Kiedy pod koniec ubiegłego roku poszłam do biblioteki i zobaczyłam tam znany tytuł, uznałam, że mogę spróbować się z nim zmierzyć. Przytargałam go do domu. Dosłownie, bo ważył tonę, a przynajmniej takie odniosłam wtedy wrażenie. Jak się później okazało, w drodze powrotnej do biblioteki wydawał się ważyć zdecydowanie mniej. Zaczęłam czytać nieco zdystansowana i niepewna czego mam się spodziewać. Może trudno w to uwierzyć, ale nie znałam nawet zarysu fabuły tej książki! Wcześniej słyszałam tylko o tytule i nazwisku głównej bohaterki. 


Przez trzy dni siedziałam w nosem w opasłym tomisku i nie miałam właściwie żadnego kontaktu ze światem. Akcja wciągnęła mnie niesamowicie i praktycznie z miejsca zakochałam się w pewnym bezczelnym, zabawnym, irytującym, ale i porządnym bohaterze. Z obiektem jego uczuć, którym okazała się pierwszoplanowa postać żeńska, nie polubiłyśmy się. Przysięgam, że próbowałam dać jej szansę, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Pannica miała koszmarny charakter. Była zdolna właściwie do wszystkiego i łączyła w sobie cechy z pozoru niepołączalne. Jednocześnie leniwa i pracowita, bezradna i zaradna, zdecydowana i niepewna tego co robi. Kobieta twarda, a zarazem delikatna. Zawzięta, denerwująca, bez serca. Za bardzo byłyśmy do siebie podobne, żeby się zaprzyjaźnić. 


Żadna lekcja historii (a lekcje miałam naprawdę fajne) nie zapadła mi w pamięć tak bardzo jak tło tej powieści. Lubiły mi się mieszać różne wiadomości - kto, gdzie i kiedy jaką wojnę wygrał. Wojny, która została opisana w tej książce nie zapomnę prędko. W całej fabule nie ma chyba ani jednego słabego punktu, a jeśli jest to ja o tym nie pamiętam i nie chcę pamiętać. 


Idealizuję tę powieść, bo zafundowała mi odurzającą dawkę endorfin. Przez miesiąc po jej przeczytaniu czułam się jak Kubuś Puchatek w sklepie z miodem, jak Aniela Kowalik na scenie w teatrze, jak dzieci z Bullerbyn podczas świąt Bożego Narodzenia, jak Roman Abramowicz po wyczekiwanym triumfie Chelsea w Lidze Mistrzów i jak Bridget Jones, kiedy nie musi zapychać się czekoladą oraz bez końca słuchać "All by myself". 


Nie wiem kiedy znowu sięgnę po tę lekturę, bo trochę boję się rozczarowania. Boję się, że zabiję legendę, którą wybudował sobie mój umysł i że okaże się, że moja wielka miłość do tej książki... 



Możesz przeczytać też:

19 komentarze

  1. tak się spodziewałam, że może chodzić właśnie o tą :D czytałam dwukrotnie i arcydzieło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie, zgrabnie, a do tego intrygująco i z niebanalnym zakończeniem. Czytanie takich tekstów to naprawdę czysta przyjemność. Nie jest to bowiem króciutki wpis oparty na argumentacji godnej przedszkolaka, a solidna notka zawierająca w sobie wiele informacji zarówno o opisywanej powieści, jak i o Tobie, czyli autorce tegoż bloga. Brawo. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż za majstersztyk! Nagrodę masz w kieszeni, Ty przezdolna dziewczyno! :-)
    A tak na marginesie, podziwiam każdą osobę, której ulubioną książką jest Przeminęło z wiatrem. Dla mnie jest to powieść nie do przebrnięcia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już samo czytanie takich komentarzy sprawia mi wielką frajdę, dzięki :)

      Usuń
    2. dołączam się , a jeśli chodzi o Przeminęło z wiatrem , to w końcu mam na nią czas :) a Tobie w wolnym czasie polecam Dziewczynkę w zielonym sweterku, dziś ją przeczytałam, genialna historia na faktach :)

      Usuń
  4. Ja kocham Przeminęło...miłością wielką, a mój mąż moje uczucia musi dzielić z Rhettem B. Ideał mężczyzny (Rhett, ale mój mąż też:)). przeminęło...dostałam na 15. urodziny, co miało miejsce wieki świetlne temu (niestety) i pochłonęłam w mgnieniu oka. I podobnie jak ty - z jednej strony chciałabym wrócić do tej książki, a z drugiej boję się wielkiego rozczarowania. Zabić legendę, która tkwi w molu książkowym od xxx lat, to niegodne:).
    Na razie 6 egzemplarzy Przeminęło...stoi na honorowym miejscu w biblioteczce i czekają na kolejną szansę...moze na emeryturze...
    Mam takiego fioła, że gdy będąc za granicą widzę tę książkę w obcym języku kupuję. Mam już po angielsku, niemiecku, grecku i francusku. Nic to, że nie znam francuskiego:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawie to opisałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę w końcu przeczytać :D Fajnie opisane ;-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. O, a ja ciągle jestem odporna na urok tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  8. jej, rewelacyjnie to napisałaś! Jestem pod wrażeniem:) Ja muszę się w końcu za nią wziąć :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam tę powieść. Czytałam ją kilka razy. Wszystkim polecam!

    OdpowiedzUsuń
  10. przyznam sie bez bicia - nie czytalam :P


    zapraszam do siebie i wspólnego obserwowania jeśli masz ochote :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pieknie napisałaś :) a Rhetta również kocham :) i książkę też :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzymam kciuki za Twój post, wierzę, że zostanie nagrodzony, bo naprawdę ślicznie ubrałaś myśli w słowa :0


    P.S. Zachęcam do wspomożenia mnie komentarzem w konkursie: http://miqaisonfire.wordpress.com/2013/05/23/330-konkurs-fabryki-slow-zgadnij-co-to-za-okladka-2/

    OdpowiedzUsuń
  13. musze ją w końcu przeczytać, film już oglądałam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Blog o książkach no nie ma wyjścia muszę obserwować :D

    OdpowiedzUsuń