Karriba na walizkach: Złota Podkowa

19:05:00

Dziś ciąg dalszy tej relacji :)

Kiedy rano (a nawet bardzo, bardzo rano) udało mi się zwlec z łóżka, przez kilka chwil nie wiedziałam gdzie jestem. Niestety nie dane mi było zbyt długo przebywać w świecie błogiej nieświadomości. Wraz z koleżanką zostałyśmy zmuszone do poszukania jakiegoś marketu. Próbowaliście kiedyś trafić na coś otwartego o 7.00 w niedzielę? No właśnie. W każdym razie polecam małą przebieżkę po Lwowie o takiej porze. Coś koszmarnego. Ale mniejsza o to. Po śniadaniu wybraliśmy się na zwiedzanie Złotej Podkowy. 

Jeśli ktoś narzeka na polskie drogi, to znaczy, że nigdy nie jeździł ukraińskimi. Czegoś takiego jeszcze nigdy w życiu nie widziałam i mam nadzieję więcej nie zobaczyć. Po kilku pierwszych kilometrach byłam święcie przekonana, że będziemy musieli zawrócić. Ale nie. Nie wiem jakim to cudem, ale udało nam się dojechać do Starego Sioła. Na miejscu zastaliśmy coś takiego: 


Czyli nasze trudy związane z dotarciem na miejsce zostały sowicie nagrodzone. Spójrzcie tylko na ten... uroczy zamek. 

Po obfotografowaniu tego cudu ze wszystkich stron wyruszyliśmy w dalszą drogę. Cel: Świrz. Karriba, jako przyszła pani pilot, wzięła na siebie cały ciężar rozmowy o mijanych na trasie kurach, kaczkach i innym ptactwie. 


Tadam - a oto i Świrz. Zamknięty na wszystkie możliwe spusty. Z trzech stron otoczony zalewem. Szkoda, że w zimie zalew gdzieś znika. Zostaje szara (dosłownie) rzeczywistość. Z ciężkim sercem podjęliśmy trudną decyzję - nie jedziemy do Rohatynia. Zajrzeliśmy za to do miejscowości Przemyślany, której wcześniej w naszym planie nie było. 


To się dopiero nazywa zamiana ekwiwalentna. 

Stamtąd udaliśmy się do Pomorzan. A może to były Brzeżany... nie, chyba jednak Pomorzany. Tam naszym oczom ukazał się kolejny przepiękny widok:


Spotkaliśmy też bardzo miłego pana, który podarował nam (wcale o to nie prosiliśmy) dwie cegły pochodzące wprost z ogrodzenia tej pięknej budowli. Jeśli ludzie tam wszystkich  turystów obdarowują w podobny sposób, to wcale nie dziwię się, że zamek wygląda tak jak wygląda...

Niesamowicie zmarznięci, nieco rozbawieni i bardzo zmęczeni ruszyliśmy do Brzeżan. Spodziewaliśmy się kolejnych ruin z ruin. Nie rozczarowaliśmy się. 


Chociaż uczciwie muszę przyznać, że od tego momentu wycieczka zrobiła się trochę przyjemniejsza. Brzeżany to już nieco większe miasteczko. Okolica też wydawała się o wiele ładniejsza. No i same ruiny zamku były w całkiem dobrym stanie.

Szybko wpadliśmy w huraoptymizm i zamiast zbierać się do powrotu, ruszyliśmy dalej. Na Tarnopol, hej! 







Bardzo ładne miasto. I żadnych ruin. Tak, wiem - będę fatalnym pilotem. 



3x tak. Tak - to jest wielka woda. Tak - ten w kółeczku to człowiek. I tak - mamy kwiecień. Wariatów nigdzie nie brakuje. 

Na trasie powrotnej do Lwowa był jeszcze Złoczów. Wstąpiliśmy. No bo jak to - my byśmy nie wstąpili?




Sympatyczne miejsce. Szkoda, że zwiedzaliśmy je niemal o zmroku. 

Do hotelu wróciliśmy około 22.30 czasu lokalnego, bo po drodze zaliczyliśmy jeszcze spotkanie bliskiego stopnia z ukraińską drogówką (o wiele mówiącej nazwie DAI). Normalnie staram się nie jadać o takich porach... ale czternaście i pół godziny włóczenia się w mrozie bez jednego kubka gorącej herbaty robi swoje. Skusiliśmy się na obiad. Z trzech dań ;)


Jedzenie było bardzo smaczne, ale w tamtym momencie marzyłam już tylko o jednym - o powrocie do domu. I to szybkim. Być może Złota Podkowa to naprawdę fajna trasa, ale raczej nie nadaje się do zwiedzania zimą, więc byłam trochę rozczarowana tym dniem. Całe szczęście następnego  miał nadejść czas na Lwów - w całej swojej okazałości :)

Możesz przeczytać też:

8 komentarze

  1. Piękne zdjęcia! Uwielbiam stare zamki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie mogę uwierzyć, że ktoś ośmielił wejść na lód..

    OdpowiedzUsuń
  3. śliczne zdjęcia, tylko pozazdrościć wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam zwiedzać takie miejsca;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniała relacja, zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podoba mi sie Twoja prezentacja i nabralam ochoty na mala wycieczke :-) Tylko w raie czego bede pamietac zeby lepiej nie wybierac sie tam zima ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. O jej cudowne zdjęcia, cudowne miasto :) uwielbiam wschód :)

    OdpowiedzUsuń