Karriba na walizkach: Lwów

19:52:00

Wracam do zdjęć z wycieczki :) Część pierwsza i druga do zobaczenia tutaj oraz tutaj

Po maksymalnym wyziębieniu się gdzieś na ukraińskich wertepach poprzedniego dnia, byliśmy mało optymistycznie nastawieni do dalszej części podróży. Całe szczęście nie odpuściliśmy sobie i dzięki temu mogliśmy cieszyć oczy takimi obrazkami...




Żeby tak u nas takie dworce były... :)











Tempo zwiedzania mieliśmy imponujące, toteż udało nam się uszczknąć chwilę na małą przerwę obiadową. Postawiliśmy na tradycyjną kuchnię ukraińską...


Po posileniu się, ruszyliśmy dalej.



To dzieło widoczne na zdjęciu powyżej stoi sobie na wysepce w środku a la ronda. Wokół jeżdżą samochody i nie ma ani jednego przejścia dla pieszych, które umożliwiałoby obejrzenie tegoż cudu z bliska. Ale co tam, Polak potrafi, prawda? W końcu chodziło o samego Mickiewicza.










Nasz (bardzo przystojny) pan przewodnik (o wdzięcznym imieniu Edward) obiecał, że jak trochę pomacam tego tam powyżej i zdradzę mu gdzie chciałabym pojechać w następną podróż, to spełni moje życzenie. Ten ludek, a nie Edward oczywiście. No więc zaryzykowałam kompletne zbłaźnienie się i wykonałam polecenie. Wkrótce dam wam znać czy działa ;)





Fajne miejsce, co? ;)




Na potwierdzenie teorii, że wschód to stan umysłu poinformuję, że zdjęcia powyżej zostały zrobione w kopalni... kawy. A dokładnie w sklepie nad nią. Na dole było tak ciemno, że żadne porządne fotki nie miały prawa wyjść. Sama nawet nie widziałam gdzie idę. Ale kawę z prądem, którą tam serwowali bardzo polecam. 








Na tym skończyła się ta część dnia, po której nie męczy  mnie zrzędzenie resztek mojego zdrowego rozsądku. Tuż po dziewiątej uznałyśmy z koleżanką, że noc jeszcze młoda i że trzeba ruszać w miasto w poszukiwaniu jakiegoś baru. Zaręczam, że chcielibyście zobaczyć nasze miny, kiedy naszym oczom ukazał się taki oto obrazek:


Tak sobie myślę, że ten poślizg w prawosławnym kalendarzu świątecznym jest troszkę większy, niż wszystkim nam się wydaje ;)

Ze znalezieniem czegoś takiego problemów nie było, ale z barem sprawa wyglądała dużo gorzej. Nie wiem jak to możliwe, aby w takim dużym mieście przybytki tego typu były czynne tylko do godziny 22.00. W końcu, kilka ulic dalej (dzięki wielkiej uprzejmości chłopaków pracujących na stacji benzynowej), odkryłyśmy taki, który zamykano dopiero o 23.00. Szok. Wypiłyśmy po szklance grzanego wina i tym tłumaczę sobie to, co stało się później. Nie było to ani trochę rozsądne, ale w końcu moje motto życiowe brzmi: Rozum swoje, serce swoje, a ja swoje :) W każdym razie zabawa była przednia :)

Możesz przeczytać też:

6 komentarze

  1. Od dawna planuję wybrać się do Lwowa, więc zazdroszczę Ci tej wycieczki :-) Kiss place, ciekawie miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lwów to jedno z moich ulubionych miast, które odwiedziłam. Planuję tam wrócić jeszcze nie raz.
    Niestety, wielu naszych rodaków nie docenia tego pięknego miejsca, traktuje je po macoszemu i przykleja łatkę: zacofany wschód. Troszkę w tym prawdy z pewnością jest, ale kiedy przypomnę sobie moją wycieczkę do Lwowa i opinie niektórych osób o tym mieście, to ręce opadają. Miejsce oddalone od Polski zaledwie 100km jest przez Polaków traktowane jak Kraj Trzeciego Świata.... Ale nie o tym tutaj, emocje mnie poniosły :)
    Kiss Place! To zdecydowanie najciekawsza atrakcja dla wszystkich młodych osób haha

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe miejsca odwiedziłaś :) Kojarzę niektóre zabytki z Twoich zdjęć, ponieważ sama byłam kiedyś we Lwowie :) Ale tego ludka nie kojarzę...:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle wspanoałych miejsc w Polsce, a Polacy wyjerzdzają za granice. Nie rozumiem tego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ miałaś wspaniałą wycieczkę ;) Zazdroszczę Ci!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne miasto, do którego chętnie bym wróciła, bo byłam tylko raz, dawno temu i na krótko. Ale za to jadłam tradycyjny posiłek ukraiński w tym samym miejscu. :P

    OdpowiedzUsuń