Czternaścioro dzieci i coś

15:43:00

Źródło
Zosia pracuje w państwowym domu dziecka, chociaż wolałaby we własnym, rodzinnym. Nijak jednak nie może spełnić swojego marzenia. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prozaiczna - Zosia nie ma męża i nic nie zapowiada tego, że wkrótce będzie miała, a w Polsce rodzinne domy dziecka mogą zakładać tylko pary pozostające w sformalizowanym związku. Adam natomiast pracuje w telewizji i właśnie odziedziczył po wiekowej ciotce duży dom, który dostanie po spełnieniu dwóch warunków - wstąpieniu w związek małżeński i zrobieniu jakiegoś użytku z otrzymanych dóbr. Los sprawia, że Zosia i Adam się spotykają. Co dzieje się dalej? No domyślcie się...

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania
Pod hasłem.
Lubię książki Szwai. Odprężają mnie i bawią. Mam jednak wrażenie, że dla autorki czas zatrzymał się w momencie, kiedy sama przeżywała historie podobne do opisywanych. Czytając jej powieści mam wrażenie, jakby były stylizowane na... bo ja wiem? Lata 70.? 80.? Jeśli mieliście kiedykolwiek styczność z pierwszymi tomami Jeżycjady, to na pewno wiecie co mam na myśli. Gdyby nie kilka wtrąceń odnośnie komputerów i MTV, musiałabym się głęboko zastanowić nad czasem akcji. No bo czy w dzisiejszej szkole nauczyciele notorycznie zwracają się do uczniów po nazwisku? Już za moich czasów uważane to było za nieodpowiednie, a nawet trochę chamskie. A o uświadamianiu dwunastolatka, że w opinii belfra jest głąbem, w ogóle nie wspomnę. Dzisiaj to już prawie kryminał.

Niemniej jednak książkę czyta się szybko i bardzo przyjemnie, zwłaszcza w towarzystwie słońca i soczku na balkonie na przykład. Albo na tarasie, jak ktoś ma to szczęście i go posiada. Bohaterowie są do zaakceptowania, a nawet polubienia. Akcja toczy się dość interesująco, acz nie zaskakująco, czyli tak jak w tym przypadku powinna. Toteż Dom na klifie jak najbardziej polecam. Bardzo wiosenna i raczej niewymagająca lekturka. 

Możesz przeczytać też:

10 komentarze

  1. Studiuję pedagogikę, gdzie wykładowcy mówią, że najlepszym wyjściem jest dla nas zakładanie rodzinnych domów dziecka. Jestem wolontariuszką w państwowym domu dziecka i wiem "z czym to się wszystko je". Chętnie sięgnę po "Dom na klifie", bo to książka trochę w moich klimatach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie potrafię przekonać się do jej książek. Styl mi nie odpowiada a no i fabuły... Tę sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. jakoś nie czuje się w klimatach tej książki - jednak sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wielka ochotę przeczytać tą książkę, fabuła jak najbardziej do mnie przemawia, jestem studentką pedagogiki i myślę, że to książka jak najbardziej dla mnie :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka zdecydowanie nie przypada mi do gustu, ale bardzo spodobał mi się Twój blog. Super, że wziąć są ludzie którzy lubią czytać i zarażają swoją pasją innych!

    Jeśli lubisz Harr’ego Pottera – zapraszam do mnie – autograf samej J.K. Rowling ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i podobała mi się, zresztą czytałam wszystkie książki pani Moniki, to dla mnie małe odskocznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy bede miala ochote i przedewszystkim czas na lekka lekture to na pewno wroce do tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet lubię czytać Szwaję, a ta fabuła wydaje się i ciekawa i taka też oryginalna :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dawno nie czytałam Szwaji. Może zajrzę właśnie do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja nigdy nie czytałam nic Szwai! Aż jest mi głupio, bo widzę, że każdy coś z jej książek zna. Muszę nadrobić zaległości, koniecznie!

    OdpowiedzUsuń