Ta druga

15:45:00

Dla prawdziwych maniaków filmowych dzisiaj przypada najważniejszy dzień w roku ;) Będą gwiazdy w sukniach od najlepszych projektantów, panowie w specjalnie na tę okazję przygotowanych strojach, będzie blichtr i blask fleszy, nie zabraknie słynnego czerwonego dywanu ani charakterystycznych, znanych nawet najwybitniejszym kinowym ignorantom statuetek. No i to słynne "And the Oscar goes to..." :) Tak, to już dziś, 85 gala rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej :)

Z tejże okazji postanowiłam, pobudzona atmosferą, obejrzeć jakiś oscarowy film. Padło, nie wiedzieć czemu (bo powiedzieć, że nie przepadam za starym kinem, to jak nic nie powiedzieć :)), na nagrodzony w 1940 roku thriller psychologiczny pod niewiele wyjaśniającym tytułem "Rebeka". Wyreżyserował go sam Alfred Hitchcock, więc spodziewałam się... sama nie wiem czego. Nigdy wcześniej nie oglądałam żadnej produkcji, którą on podpisał swoim nazwiskiem, ale kojarzyło mi się ono z czymś... wielkim?

Przyznaję szczerze, że nie wiem o czym był ten film! Mamy jakiegoś tam pana de Wintera, który poznaje młodą damę do towarzystwa jakiejś tam pani i w jakiś sposób ona go fascynuje, więc się jej oświadcza. Problem w tym, że dziewczyna jest w nim zakochana, a on nie może się jej odwdzięczyć tym samym, bo ciągle ma w pamięci swoją zmarłą żonę, za którą stale tęskni. Tuż po ślubie z drugą panią de Winter (nie pamiętam nawet czy miała jakieś imię!), zabiera ją do swojej pięknej posiadłości. Niestety okazuje się, że tam ciągle żywa jest doskonała w każdym calu, piękna i w ogóle "och" i "ach" poprzedniczka jego młodej żony. Służba, z nieco przerażającą panią Denvers na czele, nie akceptuje nowej pani, a duch zmarłej pierwszej żony de Wintera wydaje się krążyć w powietrzu. Byłam przekonana, że właśnie o tym jest ten film. Tylko że potem, przywołując tytuł niezłej polskiej komedii, "sprawa się rypła".

Cała akcja odwróciła się o 180 stopni. Już naprawdę nie wiedziałam kto z kim i dlaczego ;) Czy u Hitchcocka zawsze tak jest? Mam mieszane uczucia wobec tego filmu. Z jednej strony wymęczyłam się na nim potwornie, z drugiej muszę przyznać, że akcja była dość ciekawa, a już z całą pewnością zaskakująca :)

Cóż, nie można się tak łatwo poddawać. Obiecałam sobie, że z dziwnym starym kinem spróbuję jeszcze raz. Obawiam się, że ogarnęła mnie jakaś mania. Wiem, bo mam to samo z "Tessą" Thomasa Hardy'ego. Dosłownie katuję się tą książką, bo uparłam się ją polubić. Niestety to twardy rywal i nadal szczerze jej nie znoszę. Ale to w końcu Thomas Hardy, więc jak znam siebie, spróbuję jeszcze raz :)

Oglądaliście kiedyś coś, co wyreżyserował Alfred Hitchcock? No i czy macie swoich faworytów na dzisiejszy wieczór? :)

Możesz przeczytać też:

7 komentarze

  1. Ja oglądałam tylko słynną "Psychozę", ale po ostatnio obejrzanym przeze mnie filmie "Hitchcock" postanowiłam nadrobić zaległości związane z twórczością tego reżysera.
    Jeśli chodzi o dzisiejszych faworytów to jeśli chodzi o Best Picture to stawiam na "Lincolna", bo to taki typowo "oscarowy" film. A najbardziej czego jestem pewna, to nagrody dla nieanglojęzycznego filmu- z pewnością wygra "Miłość"(i to bardzo zasłużenie).

    OdpowiedzUsuń
  2. Również oglądałam Alfreda Hitchcocka jedynie ,,Psychozę'', ale zmierzam nadrobić braki w tej kwestii.
    Co do faworytów na dzisiejszy wieczór nie mam żadnego, ale jestem ciekawa, jaki będzie werdykt.

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałam jego młodzieżową serię o młodych detektywach - pamiętam Jupitera i uwielbiam te króciutkie książeczki

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam "Ptaki" i muszę przyznać, iż ten film wzbudził we mnie niesamowity niepokój. Nie potrafię tego dokładnie wytłumaczyć, ale podczas całego seansu odczuwałam niegasnące napięcie. A kolejny film Hitchcocka przede mną w ramach wyzwania Projekt KINO - "M jak morderstwo". Zobaczymy jakie będą moje wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak "Ptaki" tez mnie niepokoiły i tez nie potrafię tego wyjaśnić :)

      Usuń
  5. Nie oglądałam nic tego reżysera, ale po twojej recenzji mysle, ze warto.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jasne, że oglądałam. Jestem maniaczkom lat 50/60. Polecam "Złodziej w hotelu" Alfreda, główną rolę miała Grace Kelly ;) Teraz poluję na Psychozę, ponoć najlepszy thiller Alferda ;)

    OdpowiedzUsuń