A to drań...

18:02:00


Oszukał ją podle. Wykorzystał. Złamał serce. Doprowadził do łez. Faceci, cholera jasna! Niech ich piekło pochłonie. 

Źródło
Albo nie, to jednak nie jest najszczęśliwszy pomysł. No bo jak można być naprawdę szczęśliwym, jeśli w życiu nie zaznało się ani grama cierpień? A mężczyźni to zawsze ich najpewniejsze źródło. Oni nigdy nas nie zawiodą, na nich zawsze można liczyć w tej kwestii. Więc nie, niech zostaną, ale dyskretnie. Niech się w żadnym wypadku nie ważą rzucać w oczy. W przeciwnym razie szczerze pożałują, że ktoś ich nie zatrzymał na tym przeklętym Marsie... czy skąd tam oni pochodzą. Ach, my głupie, naiwne, ciągle dajemy się nabrać na te same numery. Niech to szlag!

Gwendolyn została głęboko zraniona przez Gideona. Z tej okazji, jak na prawdziwą dziewczynę przystało, całymi godzinami wypłakuje sobie oczy i pociesza się hiperdługimi rozmowami z najlepszą przyjaciółką. Doskonale jednak wie, że musi się szybko pozbierać. W jej przypadku oddawanie się rozpaczy to luksus, na który absolutnie nie można sobie pozwolić. Trzeba uciekać w przeszłość, wypełniać misję zleconą przez strażników (oczywiście w towarzystwie Gideona, wrrr...), a przede wszystkim pojąć, o co chodzi temu całemu Hrabiemu. Bo że zamiary ma niecne, jest jasne prawie tak samo jak to, że czytanie książek jest przyjemne. 

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania
Czytam fantastykę.
Gwen przeżyła kolejną (ostatnią już) dawkę przygód z podróżami w czasie. Mimo tego wszystkiego, mimo wielu niebezpieczeństw i trudności, pozostała stuprocentową nastolatką. Autorka nie zmusiła jej do natychmiastowego dorośnięcia. Nie poszła w ślad koleżanek (jak choćby Stephenie Meyer czy Amandy Hocking) i nie kazała jej myśleć oraz zachowywać się jak trzydziestka. Chwała jej za to. Dzięki temu książka zyskała klimat właściwy dla dobrej młodzieżówki. 

Pożegnałam się z "Trylogią Czasu" w bardzo miłej atmosferze. To był bardzo fajne spędzony czas, nawet jeśli nie jest to literatura wysokich lotów. Zresztą, jakie to ma znaczenie? W końcu czytanie ma nam sprawiać radość :)

A Bon Jovi i jego "Hallelujah" prawdopodobnie przez kilka najbliższych miesięcy będzie mi się kojarzył z Gwen, Gideonem i tym ich menuetem w piwnicy ;) A nutka z musicalu "Koty" z brawurowym jej wykonaniem przez Gwendolyn na osiemnastowiecznym przyjęciu :)



Oba utwory uwielbiam od dawna :)

P.S. A mój Milan (nie wiedzieć jakim cudem) wygrał wczoraj z Barceloną :)) Cuda się zdarzają :)

Możesz przeczytać też:

10 komentarze

  1. Uwielbiam Trylogię Czasu. Bardzo miło spędziłam przy niej czas i nieźle się uśmiałam. Aczkolwiek na początku tej część, miałam ochotę spoliczkować Gideona ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki za podesłanie linków do recenzji całej trylogii Kerstin Gier :)
    zostały one dodane do wyzwania
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie takie trylogie, w których można zapomnieć o codziennosci, ta wydaje sie taka byc.

    OdpowiedzUsuń
  4. a mnie cała seria rozczarowała! cześć 2 była chyba najgorsza! w tej zakończenie było niezłe :) ale tak ogólnie to dla mnie słabiutko :) czytałam lepsze młodzieżówki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trylogię bardzo sobie cenię :) Lubię podróże w czasie, a teraz czekam na ekranizację :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja wciąż chcę zabrać się za tę serię, ale jakoś nie mam okazji. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aj, przyznaję się bez bicia, że trochę poomijałam fragmenty Twojej recenzji, bo po prost właśnie będę się zabierała za tę część i nie chcę wiedzieć, co takiego Gideon jej zrobił. Ale pewnie drań z niego:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na razie mam tylko ,,Czerwień rubinu'', ale jeszcze nie znalazłam wolnej chwili, żeby go przeczytać. Mam jednak nadzieje, że niedalekiej przyszłości uda mi się przeczytać całą serię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też przeczytałam już "Trylogię Czasu" wg mnie jest fajna, zapraszam do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzisiaj biegnę odebrać drugi i trzeci tom z biblioteki - nie mogę się doczekać! :D

    OdpowiedzUsuń