Margaret Mitchell - Przeminęło z wiatrem

20:01:00


Autor: Margaret Mitchell
Tytuł: Przeminęło z wiatrem
Tytuł oryginalny: Gone with the Wind
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2008


Nie wiem jak wy, ale ja zwykle unikam pisania jakichkolwiek recenzji bezpośrednio po odłożeniu przeczytanej książki na półkę. Z doświadczenia wiem, że takie teksty są najczęściej średnio obiektywne, bardzo emocjonalne i jeszcze bardziej chaotyczne. Napisanie w miarę przyzwoitej opinii wymaga moim zdaniem ochłonięcia - snu, spaceru, filmu, czegokolwiek, co oderwie nasze myśli od świeżo pochłoniętej lektury. Dlatego już na początku tego wpisu pokornie proszę o wybaczenie i uprzedzam, że w żadnym razie nie odpowiadam za to, czy poniższe słowa mają jakiś sens. Może zdarzyć się tak, że nie mają żadnego. Jestem  jednak w stanie wielkiej euforii, totalnego oszołomienia, zdumienia i masy innych, w większości skrajnych emocji. 

"Przeminęło z wiatrem" w reżyserii Victora
Fleminga
Nie mam pojęcia co sobie myślała pani Mitchell pisząc coś takiego, nie wiem też co ja sobie myślałam sięgając po tę książkę. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko jedno - naprawdę nie spodziewałam się czegoś takiego.  Słowo honoru. Wiedziałam oczywiście, że to może być bardzo dobra historia, w końcu hasło "Pulitzer" jeszcze coś znaczy. Sam zresztą tytuł zna każdy, kto nie urodził się i nie wychował w jakiejś wielkiej, gęstej, dzikiej dżungli. Pierwszym moim zaskoczeniem związanym z tą powieścią była jej objętość. Kiedy zobaczyłam książkę, w mojej głowie zrodziła się niezbyt mądra myśl, że może te wszystkie nagrody i zachwyty to zasługa prawie 900 stron tekstu. Tak, tak, szkolne czasy, kiedy  to więcej wydawało się lepiej, ciągle jeszcze silnie we mnie siedzą. Całe szczęście moje podejrzenie okazało się nieporozumieniem wielkim jak sama Burdż Chalifa ;) 

Scarlett z ojcem, panem O'Hara
Margaret Mitchell przenosi nas do dziewiętnastowiecznej Georgii - czerwonej ziemi, pól bawełny, wielkich plantacji i beztroskiego życia. Mieszkańcy stanu szykują się do wojny secesyjnej. Nie mają pojęcia, że zburzy ona ich dotychczasowy świat i że wszyscy, którzy nie będą umieli przystosować się do nowego porządku, przepadną. Poznajemy młodziutką Scarlett O'Harę, której sensem istnienia są piękne suknie, bale i rzesze wielbicieli. Zakochana jest w swoim sąsiedzie, Ashleyu Wilkesie i pragnie, aby to właśnie on został jej mężem. Wkrótce przychodzi wojna, a ukochany łamie jej serce żeniąc się ze swoją kuzynką, Melą Hamilton. Scarlett musi zmierzyć się z wieloma trudnościami - przetrwać wojnę, uratować uwielbiany przez siebie dom rodzinny i zadbać o swoich bliskich. Nie zabraknie w jej życiu przygód, a cierpienia będą przeplatały się z zabawami i rozczarowaniami. Przez cały ten czas tylko jedna osoba pozna jej prawdziwą twarz - złośliwy, cieszący się fatalną opinią kombinator, Rhett Butler. 

Scarlett i jej wielbiciele
Nie wydaje mi się, aby Scarlett kogokolwiek mogła pozostawić obojętnym wobec swojej osoby. Albo się tę dziewczynę pokocha, albo znienawidzi. Z radością donoszę, że zaliczam się do tej drugiej grupy. Panna O'Hara jest irytująca, bezwzględna, egoistyczna, po prostu nieznośna. Nie można jednak odmówić jej charakteru. W masie bezbarwnych, nijakich mieszkańców Atlanty wyróżnia się tak bardzo, jak to tylko możliwe. Najczęściej, wbrew wszelkiemu rozsądkowi, mam zwyczaj darzyć sympatią takie postaci. Tym razem jest inaczej i jestem tym faktem naprawdę zachwycona. 

Vivien Leigh jako Scarlett O'Hara
Zupełnie odwrotnie rzecz ma się z Rhettem Butlerem. Dawno już nie spotkałam się z tak fantastycznym bohaterem i chyba nawet trochę się z w nim zakochałam ;) Ponoć dziewczynki lubią niegrzecznych chłopców. Coś musi w tym być ;) W porównaniu do honorowego, uduchowionego Ashleya, kapitan Butler wydaje się ładnie ubranym, złośliwym prostakiem bez żadnych zasad, a słowo daję, że według mnie ciężko o ciekawsze cechy u mężczyzny :) Oboje ze Scarlett tworzą parę wszech czasów - jednocześnie zabawną, tragiczną, skomplikowaną, romantyczną... W tle ich przygód toczy się wojna pomiędzy Południem i Północą. Jankesi, Konfederaci, niewolnictwo - dla każdego coś się znajdzie. Ta powieść jest najprawdziwszym w świecie arcydziełem. 

Vivien Leigh i Clark Gable, czyli filmowi Scarlett O'Hara
i Rhett Butler
"Przeminęło z wiatrem" to pierwsza książka, którą przeczytałam w nowym 2013 roku i życzę sobie, aby każda kolejna była przynajmniej w połowie tak dobra jak powieść Margaret Mitchell. Jednocześnie resztki  mojego zdrowego rozsądku cichutko zwracają mi uwagę, że to niemożliwe. Ta świadomość jest jednak tak brutalna, że nie mogę jej dzisiaj zaakceptować. Idąc za przykładem Scarlett, pomyślę o tym jutro :)

Możesz przeczytać też:

19 komentarze

  1. Przyznam się, że przeleciałam tak co któryś wers Twoją opinię, bo nie chciałam zepsuć sobie radości z czytania tej powieści. A mam ją w planach na ten miesiąc. ;)
    Tak, są książki, niemal klasyka, które potrafią wciągnąć. I są tak świetne! Mam nadzieję, że tak też jest taka w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się pod Twoją recenzją. Chociaż ja Scarlett polubiłam, a Retta pokochałam jak wariatka :P
    Cudowna książka. Najlepsza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę czytałam pewnie z dziesięć lat temu i byłam pod ogromnym wrażeniem, film (który zresztą widziałam w pierwszej kolejności) mam gdzieś nagrany na video u rodziców. Również zakochałam się w Rhettcie (tak to się odmnienia??). ;) Aż chyba z tego wszystkiego sobie w tym roku przypomnę i książkę, i film. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam już dawno, a książkę uwielbiam. Całkowita klasyka. Grzech nie przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  5. haha! to również moja pierwsza książka w tym roku! :) Masz rację, co do tego, że warto pozwolić sobie ochłonąć po lekturze/filmie, ale czasem po prostu trudno się powstrzymać przed napisaniem czegoś i pozbyciem się nadmiaru emocji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem właśnie po pierwszym tomie :) czyta się tę książkę świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja wolę pisać na świeżo, właśnie taka pełna emocji, bo wtedy układam najładniejsze zdania :P jak opadną emocje to i tych emocji nie ma w recenzji, a ja nie lubię takich "suchych" tekstów :P
    Co do książki - jeszcze nie czytałam i mam obawy.. ale coraz więcej osób je rozwiewa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wstyd mi, że ja jeszcze nie znam tej historii! Szczególnie, że tak pięknie o niej piszesz :) Koniecznie muszę to nadrobić w 2013!

    OdpowiedzUsuń
  10. szczerze mówiąc ostatnio coraz częściej chodzi za mną ta książka :) dużo pochwał, ale zawsze się opierałam. :)
    a paletkę polecam, świetne kolory, dobra pigmentacja, świetna trwałość :) to na pewno nie jest moja ostatnia paletka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. mam w domu trzy tomowe wydanie "Przeminęło z wiatrem, czytałam,a film ... cudny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ta książka jest na mojej liście do przeczytania w tym roku, muszę to zrobić koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Strasznie mnie wymęczyła ta książka. W ogóle mi nie pasował styl narracji. Oglądałam natomiast ekranizacje ,,Przeminęło z wiatrem'' i byłam pod wielkim urokiem tej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czuję się jak jakiś zacofany człowiek, bo nie czytałam książki, a o ekranizacji nie było mowy. ;)

      Usuń
  14. Musze przeczytać tą książkę bo poprostu jest mi wstyd :(

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja oglądałam tylko film i fabula nie przypadła mi do gustu, dlatego właśnie NIE WOLNO oglądać ekranizacji przed przeczytaniem książki :-)
    Myślę jednak, że jest to tak absolutny klasyk, że w końcu wypada mi go przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach jak ja uwielbiam tą powieść i ten film :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zwykle nie przepadam za tego typu tematyką, ale tą recenzją mnie zachęciłaś, może skuszę się na tę pozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  18. powieść czytałam dwukrotnie i za każdym razem wzbudzała we mnie podobne odczucia. Podobnie reagowałam chyba jedynie po "Achaji" Andrzeja Ziemiańskiego

    OdpowiedzUsuń