Karriba w kinie: Zmierzch (2008)

17:24:00



Tytuł: Zmierzch
Tytuł oryginalny: Twilight
Reżyser: Catherine Hardwicke
Scenariusz: Melissa Rosenberg




Jest sobie ona, Bella. Jest również on, Edward. Jak to się czasem w życiu zdarza, tych dwoje zakochuje się w sobie. Mają jednak jeden mały, malutki, tyci tyci problem. Mianowicie nasz główny bohater jest wampirem, a jego wybranka, rozumie się, tylko (albo aż) człowiekiem. Facet jest przystojny, bogaty, zdolny i na dodatek dobrze wychowany. I świetnie, to się chwali. Ale nieśmiertelność? Picie krwi? To już wydaje się przeszkodą nie do pokonania. A jednak. Panna Swan i pan Cullen spróbują szczęścia.

Tę historię zna chyba cały świat i wszystkie światy równoległe także. Tak naprawdę miałam zamiar napisać o swoich wrażeniach po obejrzeniu ostatniej części sagi, ale potem pomyślałam, że aby obiektywnie ocenić całość, muszę odświeżyć pamięć. Zaczęłam od "Zmierzchu", na którym to swego czasu byłam w kinie.

Właściwie to znalazłam się tam przypadkiem. Zaplanowałyśmy z koleżankami akcję pod tytułem "babski wieczór" i w jej ramach zdecydowałyśmy się na kino właśnie. Nie brałam udziału w wyborze filmu, toteż nie miałam pojęcia na co idę. Na projekcji pojawiłyśmy się tylko my i kilkanaście innych osób. Były to takie czasy, gdy w księgarniach można było kupić trzy części sagi za promocyjne czterdzieści parę złotych. Co było potem, wszyscy wiedzą. 

Muszę przyznać, że bawiłam się tego wieczora bardzo dobrze. Historia mnie wciągnęła (w przeciwieństwie do moich towarzyszek nie czytałam książki), a na dodatek tuż za nami siedziała grupka chłopaków, którzy przekonani byli, że kupili bilety na horror. Kiedy odkryli swoją fatalną pomyłkę, postanowili zamienić obraz na komedię (ku uciesze reszty widowni). Na przykład w momencie w którym Edward zbliżał się do Belli aby ją pocałować, uznali za stosowne głośno skandować "Dziabnij ją! Dziabnij ją!" (cytat dosłowny :)). Z kina wyszłam więc w świetnym nastroju.

No i co? No i przyjemnie się to ogląda, nawet drugi raz. Stwierdziłam to wtedy i stwierdzam ponownie dziś. Może to żałosne, może to mało ambitny chłam, ale proszę was... genialna (to niestety jedyny element w tej produkcji, który można określić tym mianem) ścieżka dźwiękowa (Muse, Paramore - no był klimat po prostu), seksowne wampiry (tak Emmettcie i Jamesie, to o was), całkiem zabawny Charlie (i jego strzelba) oraz ogólnie pomysł na to wszystko (dzięki, pani Meyer i pani Rosenberg) sprawiają, że naprawdę da się to przełknąć. Da się i już :) Polecam :)




Możesz przeczytać też:

6 komentarze

  1. lubię filmy, lubię książki z tej Sagi i nic na to nie poradę :) taka chwila oderwania od realiów życia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, ani nie czytałam, ani tej części nie widziałam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham całą sagę, więc smutno mi się zrobiło, gdy cała saga się już skończyła (i książkowa, i filmowa). Byłam przygotowana, że to koniec, ale i tak nie było łatwo ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki pochłonęłam jednym tchem ;) ale filmów jednak nie trawię - głównie przez słabych aktorów...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam wszystkie tomy (nawet dwa razy), filmy też obejrzałam. Świetna seria :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ścieżka dźwiękowa (szczególnie Muse :3) rzeczywiście genialna, ale cały film.. cóż bez książki po 20min go wyłączyłam, po przeczytaniu "Zmierzchu" natomiast było już nieco lepiej... dlatego następne części obejrzę dopiero po zapoznaniu się z ich książkowym pierwowzorem:)

    OdpowiedzUsuń