5 lat ZwB

17:55:00




Syndykat Zbrodni w Bibliotece ma już 5 lat i z tej okazji zorganizował dla swoich Syndykalistów (w tym również mnie) konkurs. W jego ramach postanowiłam wam opowiedzieć, w jaki sposób ja trafiłam do ZwB.  No więc było to tak... 

Ścieżka na której stałam znikała w ciemnościach kilka metrów przede mną. Powoli obejrzałam się za siebie. To samo. Zrobiłam kilka kroków do przodu - przecież nie mogłam tu sterczeć do końca życia. Sama już nie wiedziałam, co przerażało mnie bardziej - ciągnący się po mojej lewej stronie gęsty las, w którym (jak mi się wydawało) słychać było jakieś dziwne trzaski, czy ruiny czegoś, co kojarzyło mi się ze starym zamczyskiem z gatunku takich, którymi matki straszą małe dzieci, kiedy te coś spsocą, których ciemny zarys widziałam po swojej prawej stronie. 

Ścieżką przede mną coś przebiegło. Podskoczyłam i krzyknęłam, ale już chwilę później sama siebie próbowałam uciszyć, przykładając drżącą dłoń do ust. Podświadomie uznałam, że nie powinnam za bardzo hałasować. Ha, miłośniczka kryminałów od siedmiu boleści - mamrotałam złośliwie pod nosem, próbując obrazić samą siebie, bo akurat nie miałam pomysłu na to, co innego mogłabym zrobić w tej sytuacji. Iść do przodu? Zawrócić? Siąść i płakać? Bo ze mną problem jest taki, że powieści kryminalne rzeczywiście czytam namiętnie, tyle że w domu. Na kanapie. Pod kocem. Z kubkiem gorącej herbaty. Pozamykana na wszystkie spusty. 

Westchnęłam i zamknęłam oczy. Karriba - przemówiłam do siebie w myślach - opanuj się. Gorzej już nie będzie... wróć... wcale nie jest tak źle, jak się wydaje. Las to las - coś przecież musi w nim szumieć, trzeszczeć i piszczeć... stop! Piszczeć? Piszczeć?! Dotarło do mnie, że słyszę mrożący krew w żyłach pisk. Nie miałam pojęcia co (kto?) wydawało z siebie te koszmarne odgłosy i chyba nie chciałam zgłębiać tego tematu. Rzuciłam się przed siebie. Ledwie ruszyłam się z miejsca, a już leżałam na ziemi. W ekspresowym tempie poderwałam się i zaczęłam biec dalej. Nie zawracałam sobie głowy otrzepywaniem z piachu i trawy ani przeklinaniem korzenia, któremu zawdzięczałam wywrotkę. Pisk nie ustawał, a ja w głowie miałam tylko jedną myśl - biegnij! Czemu? Co to miało dać? Dlaczego w głąb ścieżki, która nie wiadomo dokąd prowadziła? Nogi niosły mnie do przodu, coraz dalej i dalej. Co chwila  potykałam się o coś i lądowałam na ziemi. 

Kiedy byłam już przekonana, że serce bije mi gdzieś w gardle, płuca za chwilę wyskoczą i trzeba ich będzie szukać w tych ciemnych krzakach, a tętno rozsadzi mi głowę (tak, głowę), zobaczyłam światełko. Wydobywało się z wejścia do jakiejś części tego, co wcześniej roboczo nazwałam zamczyskiem. Teraz wyglądało mi to bardziej na bunkier. Nie wiedziałam czy to rozsądne (chyba wolałam się nad tym nie zastanawiać), ale postanowiłam wejść do środka. Powoli ruszyłam przed siebie. Ostrożnie stawiałam kroki, ręce wyciągnęłam lekko przed siebie. Musiałam wtedy wyglądać dość zabawnie i, będąc szczerą, zastanawiałam się dlaczego akurat to przyszło mi do głowy w tej sytuacji. 

Starałam się uspokoić nieco oddech. W momencie w którym przekroczyłam próg (raczej umowny, niż rzeczywisty) dziwnej budowli, usłyszałam Głos. Wrzasnął w mojej głowie tak, że aż podskoczyłam. Chociaż prawdę mówiąc, podskoczyłabym nawet gdyby ten ktoś szeptał. Niczym szykujące się do ataku zwierzę ugięłam nogi i lekko pochyliłam się do przodu. Rozejrzałam się nerwowo wokół siebie. Wzrok  jakby natychmiast mi się wyostrzył, zamarłam i mrugałam tylko przerażona i bardzo zdezorientowana.

- Karriba, dziewczyno, nie bądź głupia i wyprostuj się - usłyszałam znowu - w takiej pozycji nie może ci być wygodnie. Już oszczędzę sobie wykładu na temat kwestii zdrowotnej takiej postawy...

Głośno przełknęłam ślinę i ruchem samych tylko gałek ocznych starałam się szybko ocenić sytuację. Uciekać? Gdzie? Przed kim?

- Posłuchaj mojej rady, mówię ci to ja, twój kręgosłup - Głos zachichotał, wyraźnie rozbawiony swoim żartem.

Powoli się wyprostowałam, ale raczej nie z powodu "życzliwej rady", a bardziej dlatego, że rzeczywiście zaczynałam już odczuwać lekki dyskomfort.
Głos wydał się być usatysfakcjonowany.

- Bardzo dobrze - mruknął - A teraz przejdźmy do rzeczy... powiedz mi, Karribo, dlaczego nie zapisałaś się jeszcze do Syndykatu Zbrodni w Bibliotece?

Że co? Cholera, ktoś tu chyba robi sobie jaja - pomyślałam. Westchnęłam.

- Syndykatu... czego, przepraszam? - zapytałam drżącym głosem.

Niemal "widziałam" w wyobraźni, jak Głos lekko, ironicznie się uśmiecha.

- Syndykatu Zbrodni w Bibliotece oczywiście. Jeszcze cię w nim nie ma! - huknął.

Znowu podskoczyłam. 

- Yyy... to znaczy... ekhm... tak - wydukałam gdzieś w przestrzeń, nie wiedząc gdzie konkretnie powinnam skierować wzrok. 

- Tak? - chciał upewnić się Głos.

Rany, w co ja się wpakowałam? Kim jest ten... to coś, co do mnie gada? I na co właśnie się zgadzam?

- Tak? - zaryzykowałam odpowiedź. 

- Dobrze... bardzo dobrze - Głos ewidentnie był zadowolony - Będziesz zachwycona - dodał, zupełnie dla 
mnie tajemniczo. 

Syndykat Zbrodni w Bibliotece... hm...

Ocknęłam się nagle, cała zlana potem. Zamrugałam nerwowo kilka razy. Ostrożnie zarejestrowałam, że sufit w który się wpatruję, pomalowany jest taką samą farbą jak ten w moim własnym mieszkaniu. Przekręciłam głowę odrobinę w lewą stronę. Okno, szafa, komputer. Moje. Ha! Z okrzykiem radości podskoczyłam do góry. Uratowana! Nie przejęłam się nawet tym, że z całego tego szczęścia wylądowałam na podłodze koło mojego łóżka i trochę się potłukłam. No i oczywiście jeszcze tego samego dnia zapisałam się do Syndykatu Zbrodni w Bibliotece. Nie muszę chyba dodawać, że Głos miał rację i jestem baaaardzo zadowolona ze statusu Syndykalistki? ;) 

A wy? Lubicie kryminały? Należycie do ZwB? 
Pozdrawiam,
Karriba

Możesz przeczytać też:

5 komentarze

  1. Kryminały lubię, a Syndykatem Zbrodni wreszcie muszę się zainteresować, bo mam wrażenie, że umyka mi coś fajnego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze przyznam, że kryminały nie specjalnie mnie interesują, dlatego też do Syndykatu nie należę i należeć nie będę :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Całe szczęście że zapisałam się do Syndykatu zanim dopadł mnie Głos :-) Świetna opowieść :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, na gniew Głosu lepiej się nie narażać :)

      Usuń